Sesja o św. Franciszku Ksawerym

Z Wikipedia misyjna

2006-12-04

W dniach 2-3 grudnia na Jasnej Górze odbyła się sesja misjologiczna pt. "Oto jestem. Co mam czynić Panie?". Tematyka sesji była związana z postacią św. Franciszka Ksawerego - jednego z założycieli Towarzystwa Jezusowego oraz patrona misji (wspominany 3 grudnia). W sesji wzięli udział reprezentanci jezuickich kół misyjnych z kolegium w Warszawie i Krakowie. Młodzi jezuici studiujący filozofię przedstawili montaż słowno-muzyczny pt. "Święty Franciszek Ksawery w pieśni i słowie". Ponisze teksty pochodzą z listów św. Franciszka Ksawerego:


O czystość intencji wejścia na drogę powołania

Ci, którzy mają więcej wiedzy niż dobrej woli ku jej pożytecznemu zastosowaniu, (…) o ile więcej spokoju zaznaliby w życiu, ileż więcej mieliby nadziei na miłosierdzie Boże w chwili skonania, gdyby mogli powiedzieć na Boskim sądzie, któremu musi podlegać każdy zrodzony człowiek: Panie, pięć talentów otrzymałem, oto drugie pięć talentów zyskałem. Obawiam się jednak, że tylko po to, żeby zdobyć dostojeństwa, beneficja, biskupstwa, mówią, że po ich uzyskaniu będzie dość czasu na służbę Bogu. W ten sposób o wyborze zawodu przesądzają ich własne skłonności, ponieważ obawiają się, że wola Boga może nie zgadzać się z ich własną wolą i w konsekwencji nie chcą Mu pozostawiać swobody w rozporządzaniu ich życiem.


O wielkoduszne podejście do życia duchowego

Prosimy was wszystkich przez miłość Pana naszego, abyście szczególnie pamiętali o nas w modlitwach i mszach, dobrze wiedząc, z jak marnego metalu jesteśmy zrobieni. Jedna rzecz bardzo nas pokrzepia i każe mieć coraz więcej nadziei w Miłosierdziu Bożym, a mianowicie zupełne przekonanie o tym, że nie posiadamy żadnego talentu potrzebnego do głoszenia Ewangelii w krajach pogańskich. Jeżeli wszystko, co czynimy, dzieje się wyłącznie dla Boga, Pana naszego, to nasza nadzieja i zaufanie powiększają się z każdym dniem, że On da nam w obfitości i w jego własnym czasie to wszystko, czego potrzebujemy dla rozszerzania jego służby i chwały.


O przeżywanie trudu wraz z Bogiem

Najgorsze utrapienia, jakieście dotąd znieśli, są bagatelą w porównaniu z tym, co czeka was w Japonii… Wierzcie mi, że metal, z którego są utworzeni ci, którzy tu przybędą, będzie dobrze wypróbowany… Nie mówię tego po to, abyście mieli wrażenie, że służba Bogu jest ciężka. Wcale nie! Jest ona lekka i łatwa pod warunkiem, że człowiek szuka Boga przez zwycięstwo nad swoimi własnymi skłonnościami. Jeżeli jednak nie jest on mocny w czasie próby, to nigdy nie pozna niezmierzonego miłosierdzia Boga i nie zazna spokoju w tym ciężkim życiu, które bez dogłębnego zrozumienia Boga wcale nie oznacza życia, lecz przewlekłą śmierć…


O odkrycie i podjęcie życia wspólnotowego

Moim wypoczynkiem, najdrożsi Bracia, jest tutaj nieustanna myśl o was i rozpamiętywanie czasów, kiedy dzięki miłosierdziu Bożemu poznałem was i cieszyłem się waszą przyjaźnią. Wiem bardzo dobrze, ile straciłem wówczas z mojej własnej winy, nie wykorzystując o wiele więcej mądrości, którą dał wam Bóg. Oby okazał mi On swoje miłosierdzie i pozwolił za sprawą waszych wiernych modlitw dojrzeć moje niezliczone grzechy i żałować za nie; niech mi da siłę do wytrwania na mojej drodze wśród pogan. Jestem tak bardzo wdzięczny Jemu i wam również, najdrożsi bracia… Aczkolwiek Pan nasz rozrzucił nas po tak dalekich przestrzeniach, to jednak, jeżeli się nie mylę, dzieląca nas odległość nie zmniejsza miłości i nie powoduje zapomnienia u tych, co się nawzajem w nim kochają i są złączeni w miłości. Według mego zdania my widzimy siebie nawzajem stale, choć nie mamy możności utrzymywania dawnych towarzyskich relacji…Kończę więc modlitwą, by jak w swym miłosierdziu nas połączył, a później dla swej służby tak daleko nas rozdzielił, tak oby nas znowu połączył w swej świętej chwale.


O dyspozycyjność i zaangażowanie w rozeznawaniu tego, co miłe Bogu

Z Bożą pomocą popłyniemy w kwietniu tego roku 1549, kierując się na Malakkę i Chiny i dalej do Japonii, która leży w odległości a może i więcej, od Goa. Mógłbym pisać nieskończenie o wielkiej radości, jaką budzi we mnie myśl o tej podróży, tak narażonej na śmiertelne niebezpieczeństwa ze strony straszliwych burz, mielizn i licznych korsarzy, tak że trzeba uważać za niezwykłe szczęście, jeżeli ocalą się dwa okręty z każdych czterech płynących w tamte strony. Nie wyrzekłbym się podróży do Japonii, nawet gdybym wiedział na pewno, że oczekują mnie niebezpieczeństwa jeszcze większe niż te, jakie przeżyłem dawniej, taka i tak mocna jest moja ufność w Bogu, Panu naszym, że tam nasza wiara święta rozszerzy się potężnie…


O zaufanie Bogu w podejmowaniu misji

Wszyscy moi dobrzy oddani mi przyjaciele niepokoją się i dziwią na myśl o moim zamiarze udania się w tak daleką i niebezpieczną podróż, lecz ja jestem jeszcze więcej zdziwiony ich mała wiarą. Bóg, Pan nasz, jest panem burz pędzących przez morza Chin i Japonii, nawet takich, które uchodzą za najgroźniejsze, i On rządzi wszystkimi wiatrami i mieliznami, które, jak mówią, są przyczyną zguby dla wielu okrętów; On też ma w swej władzy i mocy wszystkich zbójów morskich, których jest okropne mnóstwo; są to najokrutniejsi korsarze, którzy męczą swe ofiary, głównie Portugalczyków, na różne niecne sposoby. Ponieważ Pan Bóg jest wszechmocny w tych wszystkich rzeczach, nie lękam się niczego, chyba tylko tego, że mogę być ukarany za niedbalstwo w Jego służbie, za nieporadność i nieumiejętność w szerzeniu chwały imienia Jezusa Chrystusa wśród ludzi, którzy Go nie znają. Co się tyczy wszystkich strachów i udręk wyimaginowanych przez moich przyjaciół, to mam je za nic, i boję się tylko Boga. Strach wywołany przez stworzenia działa tylko do granic zakreślonych przez Stwórcę.


O pragnienie i zapał w pomaganiu duszom

Wszystkie zaklęcia pogan są nienawistne dla Boga, ponieważ ich bogowie są diabłami. W towarzystwie jednego z tubylczych kleryków poszedłem do domu, w którym leżała umierająca kobieta i zacząłem ufnie wzywać wielkiego imienia Chrystusa, nie dbając o to, że byłem w obcym kraju, lecz mając w pamięci, że cała ziemia i wszystko, co na niej jest, należy do Pana. Zacząłem od Wierzę, które mój towarzysz tłumaczył na tamil. Dzięki łasce bożej kobieta uwierzyła w artykuły wiary. Zapytałem ją, czy chce być chrześcijanką, na co odpowiedziała, że najchętniej nią zostanie. Potem przeczytałem wyjątki z Ewangelii w domu, w którym, jak sądzę, nigdy przedtem nie słyszano o niej. Potem ochrzciłem kobietę, i skoro tylko tego dokonałem, kobieta, która ufnie wierzyła w Jezusa Chrystusa, wydała na świat dziecko. Potem ochrzciłem jej męża, synów i córki, jak również noworodka i wszystkich innych w domu. Ludzie pchają się tu w takich masach do Kościoła, że moje ręce po prostu opadają ze zmęczenia, tyle jest chrztów, a głos mój zupełnie zamiera w skutek ciągłego powtarzania w ich języku Wierzę, przykazań, modlitw i kazania o niebie i piekle.Nie wiem, co jeszcze mógłbym wam powiedzieć prócz tego jednego. Tak wielkie są radości zesłane przez Boga, Pana naszego, pracującym tu nad nawróceniem pogan, że jeśli istnieje na świecie radość, to niewątpliwie jest nią właśnie ta.


O prostotę dawania świadectwa wobec najbliższych

Jestem tu już od czterech lat i przez cały ten czas dostałem tylko jeden list z Rzymu i dwa listy od magistra Szymona z Lizbony. Każdego roku czekam tęsknie na wiadomość o was wszystkich. Wiem, że piszecie do mnie corocznie, jak ja do was, lecz obawiam się, że jak ja nie otrzymuję listów od was, tak i wy nie dostajecie listów ode mnie. Okręt, który wiózł listy od Towarzystwa, a skierowany był do Indii w ubiegłym roku, nie przybył tutaj, i ja nie wiem, czy te listy wróciły do Portugalii, czy też zimują w Mozambiku. Bóg wie, ile więcej radości bym odczuł oglądając was czasami, niż pisząc ten list, którego los jest niepewny wskutek wielkiego oddalenia pomiędzy tym miejscem a Rzymem.