Kryzys misji

Z Wikipedia misyjna

By mówić o kryzysie misji trzeba najpierw doprecyzować, że można pojmować misję jako coś realizującego się w Kościele i poprzez Kościół, ale także w znaczeniu bardziej szerokim, jako zbiór zaangażowań, jako życiową misję, jako określoną misję w świecie, itd. I w jednej i drugiej misji można dostrzec wiele zakresów. Widząc tak obszerne wymiary, których dotyczy misja, nie sposób zdefiniować, a tym bardziej opisać w całej rozciągłości, co oznacza, w czym może się przejawiać kryzys misji. To, co powiem, będzie się odnosiło w znacznej mierze do misji w jej ujęciu klasycznym, choć będzie to jakoś do zastosowania także do innych wymiarów tego, czym jest misja.

Misyjność Kościoła posoborowego przechodzi przez kryzys. Już papież Paweł VI w 1966 r. powiedział: "Jest faktem, że aktywność misyjna znajduje się w kryzysie. Byłoby czymś niesłusznym i mało realistycznym negować to. Sama idea, koncepcja «misji» ucierpiała z powodu jej degradacji"1. Te jednoznaczne słowa papieża nie są słowami bez pokrycia. W okresie posoborowym dość drastycznie zaczęła obniżać się ilość misjonarzy z powodu ogólnego kryzysu powołań, w tym także powołań misyjnych. Ten negatywny proces zaczął się nakładać na bardzo szybki wzrost ilościowy nie-chrześcijan, którzy mogliby być potencjalnym "ludem ewangelizowanym". Przybywa ich co roku około 60 mln., na skutek tzw. eksplozji demograficznej w krajach niechrześcijańskich. W roku 1965 było ok. 2 mld 200 mln niechrześcijan. W roku 2000 ich liczba przekroczyła 4 mld.

Jakie mogą być przyczyny zewnętrzne posoborowego kryzysu misji? Były przełożony generalny Towarzystwa Jezusowego, O. Pedro Arrupe wymienia jako zasadnicze pięć przyczyn2:

- Przesadny optymizm odnośnie możliwości zbawienia poza Kościołem. Przed niewieloma dziesięcioleciami dominowało przekonanie przeciwne, teraz ma się wrażenie, że się przeskoczyło z jednego bieguna na przeciwstawny. Jeśli można się zbawić poza Kościołem, to w imię czego szerzyć dalej, czy kontynuować zaangażowanie misyjne, zwłaszcza, że w naszych własnych krajach nie brakuje pogan, na których należałoby otworzyć się z posługą ewangelizacyjną. Musimy tu być bardzo jednoznacznie świadomi, że to nie zwalnia nas od wierności Chrystusowemu wezwaniu: "Idźcie i nauczajcie wszystkie narody" (Mt 28, 18).

- Fałszywa koncepcja wolności religijnej. Wszyscy wiemy, jak bardzo czuły jest współczesny człowiek na punkcie własnej wolności. Można tę wolność absolutyzować mówiąc: mówienie o moich przekonaniach religijnych komuś drugiemu, niewierzącemu jest już naruszaniem wolności tegoż człowieka. Według tego przekonania zaangażowanie misyjne dziś, by nie naruszało wolności religijnej, powinno się zawężać do pomagania niechrześcijanom, by pełniej, jeszcze bardziej właściwie żyli według własnej religii, czy przekonań.

- Przesadnie optymistyczne widzenie religii nie-chrześcijańskich i ich funkcji zbawczych. Kiedyś patrzono na te religie jako na zbiór błędnych myśli, idei, koncepcji. Dziś coraz pełniej odkrywa się, że także w nich istnieje zaczyn prawdy, że nie tylko przekazują one odwieczną mądrość ludzką, ale także ponadnaturalną, na skutek łaski działającej w człowieku jako takim. Niektórzy wierzą w tak wielką moc tych religii, że nie potrzebują żadnej innej religii, by się zbawić. Biblia nie podziela jednak tego przesadnego optymizmu.

- Pomieszanie pojęć i zamęt, który panuje w samym spojrzeniu na misterium kapłaństwa. Dezorientacja odnośnie samej koncepcji kapłaństwa sakramentalnego, jego charakteru, funkcji owocują m.in. obniżaniem się respektu, szacunku, ignorowaniem, czy wręcz jawnym pogardzaniem posługą kapłańską pośród ludzkiej społeczności. Poza tym, zakresy prac, zaangażowań, którym dotychczas na terenach misyjnych poświęcali się ludzie Kościoła, np. instytucje charytatywne, szpitalnictwo, szkolnictwo, przeszły lub przechodzą w ręce instytucji świeckich, państwowych. To zjawisko nie istniało jeszcze kilkadziesiąt lat temu. To, co dziś człowiek zaangażowany w misję może dać terenom misyjnym, to żywe świadectwo wartości duchowych, ponadnaturalnych, zgodne z wiarą, którą wyznaje i głosi.

- Pojęcie "kraj misyjny" przeobraziło się w pojęcie "kraj na drodze rozwoju". Nie patrzy się już więc na ten kraj jako na kraj, który trzeba nawrócić, ale jako na kraj, któremu trzeba pomóc do pełniejszego jego rozwoju. Ta zmiana terminologii w jakiejś części dokonała się na skutek przewagi myślenia w kategoriach ekonomiczno-technologicznych, w jakiejś zaś też mierze na skutek poszerzającego się laicyzmu. Do niedawna kraje misyjne były znane przede wszystkim przez misjonarzy. Dziś natomiast nie tylko przemysłowcy, technicy, socjologowie, ale także turyści odwiedzają te kraje i spotykają się tam z drastycznymi przejawami biedoty. Misjonarz nie jest już wielkim bohaterem, który opuszcza swój kraj, środowisko rodzinne i udaje się do jakiegoś dalekiego nieznanego kraju, ale jest jednym z wielu ludzi białych, czy przynajmniej cudzoziemców, którzy żyją w danym kraju, i który w związku z tym swoim życiem, charakterem swojej pracy powinien pokazać, że jego cele różnią się bardzo od celów tych, którzy przybywają do tego kraju motywowani powodami politycznymi, ekonomicznymi, socjologicznymi, czy turystycznymi.

Tych pięć przyczyn zewnętrznych, wymienionych prawie czterdzieści lat temu w jakiejś mierze nadal jest aktualnych, choć niewątpliwie można by było dostrzec dziś także i inne. Kryzys misji może rodzić się także z nieumiejętności znalezienia odpowiedzi na pytania: "Jakie jest miejsce Kościoła w tej fundamentalnej przemianie świata afro-azjatyckiego? Jak zmieniać nasze dzieła edukacyjne i socjalne, aby były bardziej efektywne? W jakim wymiarze kapłan i zakonnik mają angażować się w pracę techniczną, rolniczą lub socjalną danego kraju? Do jakiego punktu powinno się zaangażować laikat w swoich pracach? Jak można współpracować z innymi wyznaniami chrześcijańskimi w zaangażowaniach apostolskich?"3

Oprócz jednak tych zróżnicowanych przyczyn zewnętrznych kryzysu misji, może w samym człowieku zaangażowanym w misję zaistnieć wiele przyczyn doprowadzających do kryzysu misji. Wymienię wycinkowo - idąc przynajmniej częściowo za przemyśleniami ks. kard. Carlo Maria Martiniego - niektóre z nich, biorąc w dalszym ciągu pod uwagę człowieka angażującego się w pracę na jakimś terenie misyjnym. Jakie sprawy mogą się okazać dla niego kryzysogenne?

- Pierwszy kryzys może się zrodzić u samego początku zaangażowania misyjnego. Można go określić jako kryzys przejścia. Człowiek wyjeżdżający na misje udaje się tam zazwyczaj pełen zapału, entuzjazmu, zachwytu wobec inności, egzotyki kraju, do którego się udaje. Wiele na ten temat czytał, słyszał, oglądał; zna teoretycznie trudy tej pracy, ale pomimo wszystko pierwsze spojrzenie na dany kraj i swoje w nim zaangażowanie misyjne można określić jako spojrzenie romantyczne, które obejmuje także trudy, wyrzeczenia, które trzeba będzie tam ponieść. Może nawet człowiek dojść do romantycznego spojrzenia na możliwość własnej śmierci męczeńskiej. Ten ogólny stan można porównać z sytuacją zakochania się: człowiek rzadko zakochuje się w drugim człowieku takim, jakim on jest realistycznie. Zakochuje się bardziej w ideale tego człowieka. I gdy taki początkujący misjonarz przybywa na teren misyjny, odkrywa znienacka, że jednak ten teren ze swoją kulturą, cywilizacją, sposobem życia jest zupełnie inny, niż się przypuszczało; wiele spraw niezmiernie razi, wobec wielu spraw rodzi się ślepy bunt, w wielu sprawach nie można znaleźć wspólnego języka z tubylcami. Rodzi się, może się wówczas zrodzić postawa ślepego odrzucania inności tegoż świata, który zdaje się niszczyć jego tożsamość, zdaje się domagać przesadnych ustępstw.

- Człowiek udający się na misję dość często nosi gdzieś głęboko skryte w swym sercu przekonanie, że sam fakt udania się na misję już stawia go w rzędzie bohaterów i że w związku z tym ci, pośród których i dla których pracuje, będą to permanentnie dostrzegać i doceniać. A tymczasem tak nie jest; co więcej, ci ludzie nie raz mogą mu dać odczuć, że nie rozumieją jego misji, że nie za bardzo wiedzą, po co do nich przyjechał, czy, że wręcz uważają go za "persona non grata". To może doprowadzić do ostrej frustracji i pokusy ucieczki, zwłaszcza, że na powyższą świadomość może nakładać się potęgujące się przekonanie, że powierzona mu misja zdaje się przerastać w każdym wymiarze jego możliwości, kompetencje, zdolności, siły, że bardzo nędzne są osiągane owoce pracy misyjnej: "tyle ciekawych, porywających planów, tyle wysiłków, tyle serca i dobrej woli włożonej w to wszystko i ... i owoce żadne lub bardzo mierne". Może to być kryzys pokory i wzrastania w pokorze człowieka misji.

- Pośród tego wszystkiego może wypalić się pierwotny zapał, zwłaszcza, gdy zróżnicowane sytuacje konfliktowe, czy konfliktogenne objawiające się w najprzeróżniejszych wymiarach zdają się nie mieć końca, gdy świadomość bycia niezrozumianym, odrzucanym, izolowanym, wyśmiewanym ciąży coraz bardziej i biedny człowiek misji nie ma nawet kogoś, przed kim mógłby z całym zaufaniem otworzyć się, wyżalić, nie ma kogokolwiek, kto by wysłuchał, zrozumiał, udzielił mądrej rady. Ten kryzys można określić mianem kryzysu rezygnacji. Wobec współbraci w wierze mogą pojawić się sromotne osądy, przejawy wzgardy, gesty nieufności, przejaskrawionej podejrzliwości, ślepego krytykanctwa itd. Może to być czas bardzo trudny, bo pośród niego może okazać się, jak wielka jest zatwardziałość ludzkiego serca.

- Gdy jednak pośród tych prób przeżywający je człowiek przybliża się do mocy Ewangelii, gdy otwiera się na dar przebaczenia, przebaczając i przyjmując przebaczenie, gdy zaczyna inność przyjmować nie jako ciężar do odrzucenia, ale jako coś, co ubogaca, wówczas całą rzeczywistość może zaczynać widzieć nowymi oczyma. Napięcia pośród ludźmi misji, we wspólnotach, trudne poszukiwania w łonie misji, poszukiwania zarówno własne jak i innych, poszukiwania nie pozbawione błędów, zaczynają się jawić jako ziarno obecności ciągle działającego Boga, który nie opuszcza sytuacji, terenu, kraju, wspólnoty naprawdę trudnych i skomplikowanych. Może to być bardzo pozytywny kryzys kształtowania serca nowego, odczytywania na nowo Ewangelii i obecności Boga w trudnym świecie, możliwości Jego działania, stawiania Jego a nie siebie samego i swoich koncepcji na pierwszym miejscu itd.

Napisałem powyżej o kryzysie misji w najbardziej klasycznym widzeniu misji. Jednak, jak już wspomniałem, misja może być przeżywana także w znaczeniu o wiele szerszym. Rodzący się tu kryzys może wynikać z nieumiejętności znalezienia odpowiedzi na takie pytania jak:
- jaką misję podjąć pośród naszego czy mojego dziś?
- w co się zaangażować a w co nie?
- z czego zrezygnować?
- za jakim nowym wyzwaniem pójść, za jakim nie?
- jak otworzyć się na to novum, które niesie dzisiejszy świat?
- jak odważnie poszukiwać, nie ignorując historii, ale wytyczając jednocześnie drogi, które mają być drogami na dziś i na jutro?
- co robić, by nie skostnieć w strukturach, normach, przesłankach, regułach wypracowanych w przeszłości?

Psychologia osobowości chętnie korzysta z takiego rozumienia misji, które stawia przed każdym człowiekiem bardzo trudne do wykonania zadanie. Przypomina się bowiem, że każdy człowiek powinien podjąć jakąś trudną misję - zadanie swojego życia, które znacznie przerasta możliwości człowieka, gdyby chciał je wypełnić sam. Ma to być zadanie, które obejmie myśli i energię człowieka, ale misja ta będzie dobrem wspólnym. Według Williama Menningera - podjęcie życiowej misji jest konieczne dla rozwoju osobowości, ale z drugiej strony jest to trudne zadanie. Trud ten polega na tym, że człowiek doświadcza swojej niewystarczalności i zależności od innych ludzi i musi nauczyć się pokornego korzystania z pomocy innych. Nawet słaby człowiek działa lepiej i odważniej, gdy wie o tym, że może liczyć na pomoc innych, a żadne dzieło nie jest dziełem jednego człowieka. Wydaje się, że na podejmowanie trudnej i odległej w czasie misji nie stać każdego człowieka, trzeba się do tego jakoś przygotować. Menninger proponuje, aby tym przygotowaniem było wykształcenie dojrzałej emocjonalności. Taka misja - zadanie pogłębia w człowieku jego poczucie godności i wartości, ale równocześnie każe się liczyć z godnością i wartością drugiego człowieka i daje poczucie zależności od innych i całej wspólnoty, do której się należy. Przez dawanie innym a równocześnie przez poczucie zależności w swojej słabości, człowiek staje się "realną osobą". Poczucie własnej słabości i zależności od innych ludzi właściwie pojęte, nie niszczy poczucia własnej godności, ale ją umacnia.

ks. Aleksander Jacyniak SJ

Przypisy (1) PAWEŁ VI, Do Dyrektorów Papieskich Dzieł Misyjnych, 14. V. 1966. (2) ARRUPE P., Fe cristiana y acción misionera hoy, Roma, 2. IV. 1968, w: La Iglesia de hoy y del futuro, Santander, Bilbao 1982, s. 178-186. (3) ARRUPE P., dz. cyt., str. 187


Artykuł Ojca Aleksandra Jacyniaka SI o misyjności Kościoła po II Soborze Watykańskim